Lekcje makijażu jako prezent urodzinowy

Jestem osobą bardzo wymagającą, zarówno od siebie, jak i innych. Zbliżały się moje dwudzieste czwarte urodziny wielkimi krokami, a mój narzeczony miał problem, co tym razem mi sprezentować. Każdy, kto mnie znał, doskonale wiedział, że lubię praktyczne prezenty, a nie takie, które odłożę na półkę i będą się kurzyły.

Czy lekcja makijażu coś mi dała?

lekcja makijażu lublinW końcu nadeszła wyczekiwana przeze mnie sobota. Nie mogłam doczekać się, co takiego wymyślił Michał, ponieważ od kilku dni chodził naprawdę zadowolony z siebie. Z samiutkiego rana wręczył mi białą kopertę. Zdziwiłam się, ale nic nie powiedziałam, tylko ją otworzyłam. W środku znajdował się voucher, na którym widniał napis: lekcja makijażu lublin to moje rodzinne miasto i w każdym salonie kosmetycznym oferowane takie zabiegi. Przyznam szczerze, że już dawno nikt nie zrobił mi tak ogromnej niespodzianki. Byłam tak bardzo podekscytowana lekcją makijażu, że niemalże od razu zadzwoniłam i umówiłam się na konkretny termin. Lekcja makijażu trwała godzinkę, półtorej. Najpierw zaczęłyśmy od tego, co po kolei wykonuję, kiedy się maluję. Dopiero później pokazałam kosmetyczce swoje ulubione kosmetyki, które miałam zabrać ze sobą. Gdy wytłumaczyła mi wszystko, zabrałyśmy się do pracy. Wizażystka powiedziała mi, w jakich kolorach wyglądam najkorzystniej i dodała w jaki sposób powinnam się malować. Jedną stronę twarzy ona malowała, a ja drugą. To był zdecydowanie najlepszy prezent, jaki mogłam dostać. Dzięki lekcji makijażu można skorygować błędy, które się popełnia, dlatego zdecydowanie warto!

Każdemu, kto mnie pyta, co powinien sobie zafundować, odpowiadam trzy rozwiązania. Zabiegi kosmetyczne, masaż lub lekcja makijażu. To ostatnie szczególnie, ponieważ wiele dowiedziałam się podczas tego spotkania i nauczyłam się, jak powinnam się malować, a czego powinnam unikać.